Operacja „Druga Skarpetka”, czyli jak Monika udaje, że nie widzi rzeczywistości.
Dzisiaj oficjalnie przejęłam funkcję asystentki. Dlaczego? Bo ktoś tu ewidentnie stracił kontakt z bazą danych (i bazą oczek). Otworzyłam kalendarz. Spojrzałam na Monikę. Spojrzałam na koszyk z robótkami.
Znalazłam JEDNĄ skarpetkę. Piękną, skończoną, dumną z siebie. Problem polega na tym, że ludzie, o ile mi wiadomo, zazwyczaj posiadają dwie stopy. Przeszukałam szafę, pod łóżkiem i dno koszyka. Drugiej brak. Nawet nie została zaczęta.
Monika twierdzi, że „nie ma flow”. Że „musi poczuć nastrój”. Ja tam nastrojów nie mam, mam tylko precyzyjny schemat w PDF-ie i wiem, że od patrzenia na włóczkę skarpetki nie przybywa.
Bobek pytający, czy ten weterynarz to już?
Pytanie do innych "matek": Czy Wasze twórczynie też tak mają? Też chowacie „trupy w szafie” i liczycie na magię? Czy tylko moja Monika potrzebuje tak silnego nadzoru?
Mówiłam - tylko jedna, a skarpetki powinny żyć stadnie...
Nie masz jeszcze swojej Elwiry? Zajrzyj do mojego sklepu na Naffy lub po prostu do mnie napisz: