Pamiętnik Elwiry

Moje przygody, nowe stroje i kulisy powstawania projektów. Rozgość się!

Kombinezon Elwiry
25 Lutego 2026 - Środa

O króliku, który wolał zostać minimalistą i kocich siuśkach

No i stało się – mam na sobie coś, co nie jest sukienką. Monika nazwała to kombinezonem, ktoś inny nazwie to piżamą, a ja nazywam to „świętym spokojem”.

Muszę przyznać, że moja Monia potrafi słuchać. Kiedy ostatnio wspomniałam, że mam dość strojenia się na sztywno, nie sądziłam, że tak szybko przejdziemy do konkretów. Siedzę sobie teraz, uśmiecham się (tradycyjnie) i czuję, że to jest strój, w którym mogłabym spędzić całą wiosnę. Żadnych guziczków, które gniotą, żadnych sztywnych koronek. Tylko miękkość.

Na przodzie miał być królik. Wiecie – uszka, nosek, oczka. Widziałam, jak Monika kombinuje, jak celuje igłą, jak marszczy czoło... I powiem Wam szczerze: szło jej to tak słabo, że aż mi się jej żal zrobiło. Ten królik w pewnym momencie wyglądał, jakby przeżył bardzo ciężką noc.

Notatka na marginesie: Czasem mniej znaczy więcej – zwłaszcza gdy na głowie są ważniejsze misje (Bobek wciąż ma problemy w kuwecie, więc i tak nie miałaby cierpliwości do perfekcyjnego noska).
Spodnium kombinezon nowy strój Elwiry

Czyż ten strój nie jest słodki? Jestem zachwycona!

Monika wspomniała, że schemat trafił do testerek, a potem – w formie prezentu – trafi do osób z Newslettera. Podobno szykuje też jakieś specjalne niespodzianki dla tych, którzy się zapiszą.

Ja tam zostaję na kanapie. W dresie, piżamie, czy jak tam to zwiecie. Ważne, że w końcu mogę być po prostu sobą.

Pytanie do Was: Też macie takie dni, kiedy dres wygrywa z każdą, nawet najpiękniejszą sukienką? Bo ja właśnie taki dzień celebruję. ☁️🧶

skarpeta na szydełku

Sprawca okropnego zamiesznia w domu

Nawiązując do tych siuśków w tytule... Monika była z Bobkiem u weterynarza, który podał mu cały arsenał leków, a mimo tego biedak wciąż nie może się normalnie wysikać... Ja tego nie widziałam, bo do łazienki się nie zapuszczam... ale słyszałam jak rozmawiała z lekarzem, że kot głównie kropelkuje i to cały czas z krwią. Może i nie lubię wszędzie fruwających kocich kłaków, ale same koty lubię bardzo i żal strasznie mi się zrobiło...

W każdym razie... Monika wczoraj poszła do lecznicy po specjalny żwirek, na który kot ma nasiurać, żeby człowiek pipetką mógł te siurki zebrać i zanieść do weterynarza. Wyobrażacie sobie pobranie siurków od jednego kota, gdy w domu są 4? No właśnie... ja też sobie tego nie wyobrażałam i tylko spoglądałam cichutko z kącika, jak Monia od rana latała do łazienki - tam są kuwety - jakby sama miała gruby problem z dwójeczką...

Cała akcja, czyli pilnowanie Bombla i Rudego, żeby nie nasikali na ten specjalny żwirek... chodzenie za Bobkiem, żeby sprawdzić, czy nasikał i ile nasikał i czy toto się nadaje do wciągnięcia pipetką... trwała 1,5h, a radość człowieka z odniesionego sukcesu nie do opisania! Kibicowałam jej i trzymałam kciuki przez całą akcję. W duchu też się cieszyłam.

Materiał do badania szybciutko trafił do lecznicy, a my niecierpliwie czekamy na wyniki. Bardzo Was proszę o kciuki za tego grubaska.


A Ty? Masz już swoją Elwirę? Jeśli nie, koniecznie zajrzyj do mojego sklepu na Naffy lub po prostu do mnie napisz:

Bądź na bieżąco

Newsletter wkrótce ruszy!

Podoba Ci się Pamiętnik Elwiry? Jeśli tak, to zapisz się na Newsletter, aby być na bieżąco z jej historią oraz nowościami w sklepie. Zero spamu, obiecuję!

Możesz się wypisać w każdej chwili.

Coś się tworzy...

Już niedługo wyślemy pierwszą wiadomość!